Parafia

 

W 1938 roku ówczesny sołtys wsi p. Józef Madej po porozumieniu się z mieszkańcami oraz proboszczem w Woli Rzędzińskiej księdzem kanonikiem Janem Węgrzynem postanowił kupić budynek kolejowy z przeznaczeniem na rozbiórkę. W ten sposób próbowanBudowa_1o pozyskać tańszy materiał budowlany. Furmankami przewieziono go do centrum wsi i złożono obok cmentarza wojskowego z I wojny światowej. Miejsce to wybrano ze względu na przyszłą lokalizację planowanej kaplicy, która miała stanąć na placu przylegającym bezpośrednio do drogi Wałki – Żukowice naprzeciwko szkoły. W tym samym roku zakupiono wapno (cały wagon kolejowy), które ugaszono i zadołowano obok złożonej cegły na parceli p. Józefa Cyzy. Wybuch II wojny światowej przerwał przygotowania. Los chciał, że w pierwszych dniach wojny zginął główny organizator budowy kaplicy, sołtys p. Józef Madej. Czas wojny nie sprzyjał inwestycjom, a mieszkańcy nie mając możliwości zdobycia materiałów na bieżące potrzeby np. budowę pieca, czy komina, poczęli stopniowo rozbierać zgromadzoną cegłę. Dzieła dopełnili Niemcy. Pod koniec wojny w roku 1944 w wyniku działań wojennych koło Dębicy zatrzymał się front. Naturalną rzeczą było, że walczące wojsko wycofywało na swe tyły po za działania frontu rannych żołnierzy szukając dla nich prowizorycznych szpitali. Jedną z takich miejscowości na tyłach frontu były Wałki. W naszej wsi jedynym budynkiem nadającym się do tego celu, był murowany budynek szkoły. Tak się złożyło, że w tym czasie jesienne szarugi skutecznie rozmiękczyły obejście szkolne i Niemcy postanowili resztę cegły, jaka pozostała jeszcze na placu wykorzystać do utwardzenia podwórka szkolnego. W ten sposób Budowa_10cała zgromadzona z wielkim wysiłkiem cegła została spożytkowana w innym celu. Podobnie stało się z wapnem, które mieszkańcy wykorzystali do bielenia ścian swoich domostw. Po zakończeniu działań wojennych, plany budowy musiały zostać odłożone na dalszą przyszłość. Powodem było gwałtowne zubożenie społeczeństwa, a także niesprzyjająca sytuacja polityczna w Polsce. Nowe władze państwowe zainteresowane były budowaniem nowego ładu na wzór sowieckiego systemu w oparciu o komunistyczną wizję świata. W tej rzeczywistości nie było miejsca dla religii i kościoła. Nadzieja pojawiła się po 1956 roku, kiedy w wyniku tzw. „wypadków czerwcowych” powrócił do władzy Władysław Gomułka postrzegany, jako przejaw odwilży w działaniach władz komunistycznych. Wówczas to, ponownie zaczęto myśleć o budowie kaplicy. Zmieniła się jednak lokalizacja, od tej pory brano pod uwagę tereny na południe od szkoły po drugiej stronie drogi do Szpica. Jednakże i te plany musiano odłożyć jeszcze na kilkanaście lat z powodu kolejnej fali niesprzyjających relacji władz z kościołem. Do pomysłu powrócono w 1973 roku. W porozumieniu z proboszczem w Woli Rzędzińskiej ks. Marianem Kuchnickim rozpoczęto starania o budowę kaplicy. Liczono na tBudowa_7o, że łagodniejszy kurs ówczesnych władz sprzyjał będzie realizacji tego zadania. Inicjatorem tego pomysłu był p. Franciszek Kluza. W wyniku jego starań p. Michał Stach obiecał przeznaczyć swoją parcelę położoną pomiędzy działkami należącymi do p. Franciszka Biela i p. Marii Smagacz pod budowę kaplicy. Głównym problemem było znalezienie człowieka, który wziąłby na siebie ciężar przedsięwzięcia. Oczywiste było, że w razie ujawnienia prawdziwego przeznaczenia budowli na niego spadnie cała odpowiedzialność i restrykcje władz. Naturalną sprawą było zaproponowanie objęcia roli inwestora właścicielowi działki, ale p. Michał Stach ze względu na wiek nie zgodził się na prowadzenie budowy. Funkcji tej nie chciał podjąć także syn p. Michała Stacha, Czesław. W kwietniu 1973 roku delegacja w składzie: p. Kluza Franciszek, p. Cygan Jakub, p. Stach Władysław i p. Cyza Józef podjęła kolejne próby znalezienia osoby, która wzięłaby na swoje barki ciężar takiego przedsięwzięcia. Starania, jakie podjęli doprowadziły ich do p. Wacława Bykowskiego. A tak opisał to wydarzenie p. Bykowski cyt. „Po naradzeniu się z żoną postanowiliśmy się podjąć tejże budowy. Z drugiej strony postanowiłem wykonać tak jakby testament mojego chrzestnego ojca, którym był Madej Józef i starał się tyle i nic z tego nie wyszło Budowa_3gdyż został zabity w 1-szym dniu wojny 1939 roku.” Jednakże znając realia polityczne pp. Bykowscy po skonsultowaniu się ks. Kuchnickim uradzili, aby budowę rozpocząć po innym „szyldem”, jakim miała być popierana przez władze komunistyczne produkcja rolna. Postanowiono, że budowę kaplicy można będzie początkowo „ukryć” budując oborę, tzw. bukaciarnię w ramach prestiżowego dla władz programu „Złota wiecha”, czyli Ogólnopolskim konkursie na najlepszy budynek inwentarski i mieszkalny. Finansowania inwestycji podjął się ks. Kuchnicki, a stronę organizacyjną wziął na siebie p. Wacław Bykowski, który występował do władz o wszelkie pozwolenia i plany, kupował niezbędne materiały, organizował transport i ludzi, czyli zajmował się wszystkim, co niezbędne w prowadzeniu budowy systemem gospodarskim. Jak pisze p. Wacław Bykowski: „W dniu 05.09.73r. otrzymałem pozwolenie na budowę budynku inwentarskiego o wymiarach 24,50m x 9,50m (…) na nazwisko Stefania i Wacław Bykowscy zam. w Jodłówce Wałkach Nr 53a budowa na terenie działki Nr 1255, 1270/2 (…) położonej w miejscowości Jodłówka Wałki (…)” Tak zaczęły się urzeczywistniać marzenia wczBudowa_2eśniejszych pokoleń. Jak wspominają pp. Grzegorczykowie atmosfera wokół inwestycji była niekorzystna. O prawdziwym przeznaczeniu budowli wiedzieli tylko nieliczni wtajemniczeni. Rodziło to podejrzenia i zazdrość niektórych mieszkańców wsi, którzy przekonani byli o bogactwie inwestorów. Aby uwiarygodnić wersję oficjalną, p. Bykowski zatrudniał ludzi, prowadził rozliczenia, a jego żona gotowała posiłki dla pracujących tak jak na prawdziwej budowie. Jednak tajemnicy nie udało się długo utrzymać. Władze zaczęły interesować się budowlą. Rozpoczęły się kontrole, wypytywania, kary finansowe, wezwania na milicję, a nawet zatrzymania.

 Posted by at 21:22